Jesień na Bałtyku 2009.
Planowanie rejsu związane jest zawsze z wyzwoleniem ukrytych marzeń, związane z wyborem akwenu, trasy i jachtu, a co najważniejsze ze skompletowaniem załogi, bo to żeglarze prowadzą jachty po morskich szlakach naszych marzeń.
I od pozyskania akceptacji udziału w rejsie, już w lutym tego roku zaczęliśmy organizację tegojesiennego wypadu na Bałtyk. W rejsie zgodzili się uczestniczyć Piotr Król -"King" z zaprzyjaźnionego klubu "Szkwał", Bogusław Widlarz - kolega żeglarz z KWK Piast, ZbyszekStańczyk, Jan Zimoń, Ireneusz Matusiak - kolega żeglarz z KWK Piast, Andrzej Szerszeń - "Ajok"i Krzysztof Szerszeń - "Hornet",który jednogłośnie i bez żadnego sprzeciwu ogłosił się skiperem wyczarterowanego na dwa tygodnie jachtu Sun Odyssey33 o nazwie "Haddock". Dla dociekliwych zaznaczę, że nazwa ta, to imię właściwe jednej z bardzo smacznych i trudnych do złowienia ryb żyjących w zimnych wodach Morza Północnego.
No i zaczęliśmy organizację rejsu, załoga i jacht już jest, termin wyznaczony na 19.09.2009r. do 03.10.2009r. została kwestia gdzie? Ponieważ jacht miał wypłynąć z Trzebieży, gdzie jest jego port macierzysty postanowiliśmy zwiedzić zakamarki Bałtyku zachodniego i z takim nastawieniem przed południem 20.09.2009r. wypłynęliśmy w pięknym jesiennym słońcu, niesieni podmuchami południowo-zachodniego wiatru na spotkanie z naszą przygodą, celem była wyspa Zelandia i na taki namiar położyliśmy jacht. Lecz jak to zwykle bywa przyroda wzięła nasze plany w swoje ręce, po kilku godzinach wiatr zaczął kręcić w kierunku zachodnim, by przejśćdo północno-zachodniego, na szczęście Eol nie żałował nam podmuchów i w 4 do 6w skali Beauforta cięliśmy w bajdewińdzie fale Bałtyku. Cóż nam pozostało, prognoza niestety nie była korzystna więc zrezygnowaliśmy z pierwotnych planów i jak przystało na dżentelmenów położyliśmy jacht w kurs baksztagowy i skierowaliśmy się na ulubioną wyspę polskich żeglarzy, na Bornholm, w godzinach wieczornych, następnego dnia po wypłynięciu zawinęliśmy do portu Ronne, marina ze wszechmiar europejska, bosman"sprzedał" nam kody do sanitariatów, wyraził zgodę na postój w opustoszałym już o tej porze porcie jachtowym i po kolacji przeszliśmy się zaułkami uroczego miasteczka.
Kolejnym wybranym przez nas portem było szwedzkie Simirhamns w zatoce Hano, polecam, port jachtowy dobrze osłonięty, bosman przyjazny, miasteczko ciekawe a ludzie szczodrzy, co odczuliśmy kupując za 5szwedzkich koron 7,5kg świeżego śledzia. To dopiero była uczta. Jan Zimoń przyrządził go na dwa sposoby, z rusztu i w kokilkach, kto pływał z Janem zna jego kulinarne i muzyczne talenty, a świeży śledź palce lizać.
W dalszej drodze wyruszyliśmy do Wisby na Gotlandii, oczywiście ciągle baksztagowym kursem i prędkością do 8kn, co mile poruszało nasze żeglarskie serca. Wiatr powiewał do 37kn, ale patenty do refowania grota i rolowana genua uprzyjemniały kolejnym wachtom zmagania z naturą.
Do portu w Wisby wpłynęliśmy po północy i brzask nas zastał przy gitarach, szantach i toastach za "cudowne ocalenie", kontakt z Panią bosman, 160 koron za postój i cały basen portowy nasz, pustki na Bałtyku, jachty które pływają noszą polską banderę. Tym , którzy zwiedzili Wisby niebędę opisywał jego uroku, mury obronne, stare kamienice, wąskie uliczki, park botaniczny i całe mnóstwo klimatycznych restauracji, tylko piwo drogie, ale wybór duży. A, że był to weekend i czekaliśmy, aż przejdzie"sztormowy" niż, zabawiliśmy na Gotlandii dwa dni. Nie było już czasu czekać na korzystniejsze (czytaj baksztagowe) wiatry i w poniedziałkowe przedpołudnie wyszliśmy na morze w kierunku Kalmarsundi znowu niestety wbrew wcześniejszym prognozom wiatr zaczął kręcić na północ wraz z następnym niżem znad wysp brytyjskich. Licząc mile i godziny dzielące nas od portu macierzystego kolejny raz zmieniamy plany i halsując dwie doby wzdłuż Olandii docieramy w drodze do Świnoujścia do portu Neksona Bornholmie. W porcie kilka jachtów, w tym piękny Opal II sy"Jagielonia", wieczór szantowy,prysznice, zwiedzanie miasteczka i o poranku kierunek na południe, a wiaterek z lekkiego zefirka tężeje do 30kn, by w nocy pogrozić nam przez Witowo Radio sztormem. Zmierzamy na rutę podejściową do Świnoujścia. Ruch duży, statki wpływają i wypływają , zgłaszamy profilaktycznie na kanale 12 naszej UKF-ki zamiar wejścia i otrzymujemy pozwolenie z jednoczesną informacją o ruchu statków. Kilka zdań o pozycji,prędkości i życząc dobrej nocy oficerowi z Trafic Control włączamy się w ciemnościach i zaciekłym deszczu w rutę prowadzącą do główek portu z majestatycznymi wiatrakami. Po drodze kilka wychodzących statków, w ciemnościach naprawdę ogromnych i około trzeciej sakramentalne "tak stoimy" oznacza koniec rejsu, a dla drugiego oficera jest hasłem do wydobycia ukrytych zapasów.
W ciągu 172 godzin przebyliśmy 618 mil morskich, w tym 162,5 pod żaglami, 9,5 na silniku i 120 godzin postoju w portach Ronne, Simirhamns, Wisby i Nekso .
Kolejna przygoda już za nami, jak zawsze plany na następne wyprawy.
Jedno co najważniejsze, nić przyjaźni coraz mocniejsza, poznaliśmy uroki swobodnego żeglowania bez koniecznego w przeszłości stażowego "orania" morza, jacht nowoczesny dostosowany do naszych, coraz wyższych wymogów, no cóż z wiekiem człowiek staje się coraz bardziej wymagający i wracamy do domów czując w nozdrzach zapach morza i sól na wargach. Do spotkania na kolejnym rejsie.
w imieniu załogi -Hornet-
ps. w osobnym załączniku przesyłam kilka fotek